Rola trenera w skokach narciarskich.
Rola trenera w skokach narciarskich.
Najwięcej uwagi media i fani skoków narciarskich poświęcają samym zawodnikom. Jednak co wiemy o tych, którzy ich przygotowują do konkursów? Poznajmy bliżej sylwetki kowali sukcesów skoczków, czyli ich trenerów.
Na początek weźmy pod lupę, szkoleniowca Austria Team, Alexandra Pointnera. Austriak był kiedyś skoczkiem narciarskim, jednak dość przeciętnym, można by nawet rzec, że bardzo słabym. Jego największe osiągnięcie to 9 miejsce, podczas zawodów Pucharu Świata w Innsbruku. Poza tym konkursem, Pointner miał jeszcze dwie większe okazje do świętowania, między innymi po zawodach w Obersdorfie i Predazzo w 1992 roku, w obu przypadkach zajął 10 lokatę. O Turnieju Czterech Skoczni nie ma potrzeby wogóle wspominać, gdyż zajmował tam bardzo odległe pozycje. Jak łatwo można zauważyć kariera Alexandra, jako skoczka narciarskiego była bardzo skromna. Z kolei jako szkoleniowiec, Pointner sprawdził się doskonale. Jego reprezentacja sięga regularnie po najwyższe laury.
Nikołaj Kalupankin to trener, który od ponad roku szkoli reprezentację białoruskich skoczków. Niestety, własnie on spowodował w drużynie wiele konfliktów, przez co swoją karierę sportową zakończył m.in. Maksim Anisimov. Przed Kalapankinem, Białorusinów trenował ojciec ówczesnego członka tamtejszej ekipy - Walentin Czaadajew. Kadra naszych wschodznich sąsiadów jeździła regularnie na konkursy Pucharu Świata, a nawet Białorusini zdobywali tam punkty.
Brak wytrwałości i wyników spowodowały, że w drodze "konkursu" wybrano nowego szkoleniowca dla białoruskich skoczków. Został nim wspomniany już - Nikołaj Kalupankin. Kalapankim wprowadził w ekipie spore zamieszanie. Kazał swoim podopiecznym ciągle trenować, a zawodnicy mieli zakaz powrotu do swoich domów. Zgrupowania był długie i męczące, a i tak nic z nich nie wynikało. Skoczkowie kilka razy składali protesty i pisma do Białoruskiego Związku Narciarskiego, ale ten pozostał nieugięty.
Sytuacja ta przerosła m.in. Maksima Anisimova, który nie zgadzał się z metodami szkoleniowymi trenera. Zakończył on karierę skoczka narciarskiego i poświęcił swój czas założonej rodzinie.
Z Białorusi wyjechał również inny ze skoczków - Piotr Czaadajew. Wraz z ojcem postanowili przeprowadzić się do Rosji, skąd obaj pochodzą. Czaadajew regularnie startuje teraz w Mistrzostwach Rosji i osiąga w nich dobre rezultaty. Nad zakończeniem kariery skoczka zastanawia się Ivan Sobvolev, którego widzieliśmy podczas ostatnich Mistrzostw Świata rozgrywanych w czeskim Libercu. Białorusin ma dosyć tej sytuacji, jaka panuje w ekipie.
Nam udało się dowiedzieć, że Sobolev stawia swoje warunki trenerowi, a ten musi na nie przystać. Jeśli bowiem "straciłby" Ivana, to nie miałby doświadczonego zawodnika, którego mógłby wystawić do konkursów Pucharu Świata. Sobolev od stycznia nie spędza każdej wolnej chwili ze szkoleniowcem. Na treningi przyjeżdża kilka razy w tygodniu i pełni na nich zazwyczaj rolę trenera dla młodszych skoczków, którzy rywalizują zazwyczaj w zawodach FIS Cup. Spójrzmy teraz na Mikę Kojonkoskiego, trenera Norwegów. W przeszłości też uprawiał skoki, jednak jego osiągnięcia w tej dyscyplinie były bardzo słabe. Najlepsza lokata do, której doleciał to zaledwie 9 miejsce, podczas zawodów Pucharu Świata w Chamonix w 1986 roku. W jego przypadku również zauważamy bardzo skromną, albo właściwie brak kariery sportowca. Natomiast jeśli chodzi o jego drogę trenerską, to jest jednym z najlepszych szkoleniowców na świecie. Prowadził już reprezentacje: Austrii i Finlandii, a obecnie Norwegii. Mika jest najlepiej zarabiającym trenerem skoczków na świecie.
W przypadkach sprawdziła się stara mądrość, iż kiepski sportowiec może być świetnym trenerem.