Małyszomania.
Małyszomania.
Zjawisko to nastąpiło z równocześnie z przełomowym dla Małysza sezonem 2000/2001. Wielkiej formie nie zaszkodziła nawet dyskwalifikacja Małysza już w pierwszym konkursie w Kuopio. Został zwycięzcą niezwykle prestiżowego Turnieju Czterech Skoczni. W dalszej części sezonu potwierdził, że jest w znakomitej formie: 5 wygranych konkursów PŚ z rzędu - wyrównany rekord Andreasa Goldbergera, srebrny i złoty medal na Mistrzostwach Świata w Lahti w konkursach indywidualnych, 11 zwycięstw w sezonie - wyrównany rekord Martina Schmitta i wreszcie zdobycie Kryształowej Kuli - triumf w klasyfikacji Pucharu Świata. To był naprawdę znakomity sezon!
Latem 2001 roku rozgrywane były, jak corocznie, zawody o Letnie Grand Prix. I był jeden zawodnik który wygrał cały cykl - Adam Małysz.
Sezon 2001/2002 nasz mistrz również może zaliczyć do udanych. Dwa medale olimpijskie - brązowy zdobyty na skoczni K90 i srebrny - na K120 to osiągnięcia, jakich nie mieliśmy w sportach zimowych od 30 lat. W sezonie olimpijskim poziom skoków bardzo się podwyższył i w tych trudniejszych warunkach, Adam zdobył ponownie Kryształową Kulę. oczątek sezonu, nie należał jednak do rodaka z Wisły, owszem skakał na swoim poziomie jednak„świat” skoków poszedł znacznie do przodu. Przez pierwszą część sezonu Polak prezentował najrówniejszą dyspozycję z czołówki skoczków. Kiedy zbliżały się Mistrzostwa Świata we włoskim Predazzo Adam postanowił odbudować swoją dawna formę, odpuszczając 2 konkursy. Jak się póżniej okazało była to trafna decyzja. Podczas konkursu na dużym obiekcie Polak nie miał sobie równych, zdobywając Złoty medal !!! Jednak większa presje Adam odczuł podczas konkursu na skoczni średniej, broniąc tytułu wywalczonego przed dwoma laty w Lahti. Jednak kolejny raz nie zawiódł swoich fanów, przed telewizorami i licznie zgromadzonymi pod skocznią, deklasując rywali i ponownie zdobywając Złoto.
Później kolejne medale i kolejne sukcesy Naszego Mistrza w lataniu.
Tak zwana małyszomania osiągnęła takie rozmiary, że babcia mojego sąsiada, która ma 89 lat, nie pamięta ani pierwszej, ani drugiej wojny światowej, ani ilu mężów miała po drodze, przed każdymi zawodami z udziałem naszego idola mówi do syna: - I tylko nie zapomnij mnie obudzić na Małysza.
Co tu dużo mówić, mnie też nie można oderwać od telewizora, bo oto frunie Polak, który potrafi latać. Nikt go nie popycha, sam się tego nauczył, pieniądze zarobił uczciwie, a nie na przekrętach ze światłowodem albo czymś podobnym, i nawet nie prosi ministra finansów, żeby mu przepuścił za darmo audi przez granicę. Adam Małysz, skromny chłopak z Wisły, stał się dla Polaków bohaterem narodowym.
W wielu rankingach, plebiscytach zajmował bezapelacyjnie pierwsze miejsca. Obsypany licznymi nagrodami (m.in. odznaczony Krzyżem oficerskim Orderu Odrodzenia Polski wraz z trenerem Apoloniuszem Tajnerem), był i jest nadal niezwykłym człowiekiem. Cieszymy się, gdy wygrywa, ale tez nie załamujemy rąk, gdy coś się nie uda. Wiadomo - to jest sport, a naszemu Adasiowi przychodzi rywalizować z godnymi siebie przeciwnikami. W międzynarodowej rodzinie skoczków i ludzi związanych z narciarstwem nasz zawodnik jest bardzo lubiany i szanowany. Podziwiają go nie tylko kibice w kraju, ale także zagranicą. To nasza wizytówka, nasza duma - znakomity ambasador Polski.