Historia Turnieju Czterech skoczni.
Historia Turnieju Czterech skoczni.
Wszystko zaczęło się w 1951 roku, kiedy to w Innsbrucku w Austrii, tamtejszy klub narciarski zorganizował zawody w skokach narciarskich w czasie przerwy świątecznej. Na skocznie w Bergisel przybyła ogromna rzesza ludzi. Przekroczyło to najśmielsze oczekiwania organizatorów. W następnym roku poproszono o współpracę kluby z Bischofshofen (Austria), Oberstdorfu (Niemcy) i Garmisch-Partenkirchen (Niemcy). W 1952 roku postanowiono, że na przełomie grudnia i stycznia będą odbywały się zawody na wyżej wymienionych skoczniach. Później nazwano to Turniejem Czterech Skoczni. Pierwszym zwycięzcą był Austriak Sepp Bradl. Wszystko zaczęło się w 1951 roku, kiedy to w Innsbrucku w Austrii, tamtejszy klub narciarski zorganizował zawody w skokach narciarskich w czasie przerwy świątecznej. Na skocznie w Bergisel przybyła ogromna rzesza ludzi. Przekroczyło to najśmielsze oczekiwania organizatorów. W następnym roku poproszono o współpracę kluby z Bischofshofen (Austria), Oberstdorfu (Niemcy) i Garmisch-Partenkirchen (Niemcy). W 1952 roku postanowiono, że na przełomie grudnia i stycznia będą odbywały się zawody na wyżej wymienionych skoczniach. Później nazwano to Turniejem Czterech Skoczni. Pierwszym zwycięzcą był Austriak Sepp Bradl. Turniej Czterech Skoczni nazywany jest często narciarskim "Wielkim Szlemem", z tym, że rozgrywanym w ciągu kilku dni. Dla wielu skoczków jest równie ważny co igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata, a wygranie go świadczy o prestiżu zawodnika, choćby ze względu na konieczność oddania kilku imponujących i poprawnych stylowo skoków podczas wszystkich czterech konkursów Turnieju. Polakom od niedawna impreza ta kojarzy się z pierwszym wielkim triumfem Adama Małysza w 49. edycji tych zawodów, a tym r16.jpgsamym z największym wydarzeniem w historii występów polskich skoczków narciarskich od czasu zwycięstwa Wojciecha Fortuny na Olimpiadzie w Sapporo. W całej 50. letniej historii Turnieju Czterech Skoczni tylko jeden człowiek wygrał wszystkie 4 konkursy. Dokonał tego Sven Hannawald w 2002 roku. Najbliżej tego osignięcia byli (m.in.): Bjoern Wirkola z Norwegii w 1969roku, Yukio Kasaya z Japonii w 1972 roku, Kazuyoshi Funaki z Japonii w 1998 roku i Andreas Widhoelzl z Austrii w 2000 roku. Wygrali oni 3 z 4 konkursów. W Turnieju Czterech Skoczni wygrywali również skoczkowie, którzy nie wygrali, ani jednego konkursu jak np. Janne Ahonen w 1999 roku.
Od 1996 roku obowiązuje system K.O. Polega on na tym, iż z 50 zawodników tworzone jest 25 par wyłonione w kwalifikacjach. Pierwszy z ostatnim, drugi z przedostatnim itd. Zawodnik, który uzyska lepszą notę w parze przechodzi do drugiej serii. Jest jeszcze 5 wolnych miejsc dla tzw. "lucky losers" (szczęśliwi przegrani), którzy przegrali swoje pojedynki, ale uzyskali najwyższe noty spośród wszystkich przegranych. System K.O. został wprowadzony za namową szefów niemieckich telewizji, którzy twierdzili, że uatrakcyjni to skoki. Wielu uważa ten system za niesprawiedliwy, gdyż czasem do drugiej serii wchodzą zawodnicy, których noty były słabsze niż przegranych, którzy nie weszli do drugiej serii. Do niedawna najbardziej cieszyło nas wywalczone drugie miejsce wspomnianego już Stanisława Bobaka podczas pierwszego i ostatniego konkursu Turnieju, potem jego osiągnięcie powtórzył w 1997 roku Adam Małysz, by w końcu 4 lata później zwyciężyć pierwszego dnia XXI wieku na olimpijskim obiekcie w Innsbrucku - obiekcie, który wiosną 2001 roku przestał istnieć. Nasz zawodnik okazał się więc nie tylko ostatnim zwycięzcą rozgrywanych tam zawodów, ale i ostatnim rekordzistą skoczni (wcześniej pobił ustanowioną przez Niemca Dietera Thomę rekordową odległość 120 metrów o zaledwie pół metra) Pozostaje nam czekać na tego skoczka, który swymi występami dopisze dalszy ciąg historii Turnieju Czterech Skoczni...